AKTUALNOŚCI WYDAWNICTWA KONTAKT SKLEP LINKI MERCHANDISE
Rage in Eden - wywiad Kaos ex Machina
2008-01-14
Rage In Eden to jedna z większych i bardzo prężnie rozwijających się wytwórni niezależnych w Polsce. Po zaledwie kilku latach działalności zyskała spore grono zwolenników, a kolejne wydawnictwa wydają się być coraz bardziej profesjonalne i dojrzałe. Zaciekawiony tym niemałym fenomenem postanowiłem spróbować uchylić rąbka tajemnicy sukcesu poprzez zadanie twórcom kilku pytań.

Kaos ex Machina: Witam załogę Rage In Eden. Na początek powiedzcie może kilka słów o początkach Waszej działalności. Skąd pomysł na stworzenie labelu o takiej charakterystyce?

Rage In Eden: U początków naszej działalności leżą niewątpliwie chęci realizowania własnych pomysłów muzycznych własnym nakładem. To była główna przyczyna pojawienia się myśli o własnej wytwórni. Na przełomie 2003/2004 roku ukazała się pierwsza część serii wydawniczej Scontrum, wymyślona przez Marcina i firmowana jeszcze jako wydanie własne projektu Cold Fusion, ale już kilka miesięcy później światło dzienne ujrzało Scontrum act II, na którym w stopce pojawiła się po raz pierwszy nazwa War Office Propaganda. Ten moment został uznany oficjalnie jako „narodziny” WOP. Równolegle, próby powołania do życia swojego labela o nazwie Terra Inferna podejmował Robert. Przełomem w historii było nasze spotkanie, decyzja o połączeniu sił i stworzeniu spółki wydawniczej, fakt ten miał miejsce w listopadzie 2004 roku, od tamtej pory War Office Propaganda tworzą dwie osoby, Marcin Bachtiak i Robert Marciniak, w lipcu 2007 zmieniliśmy tylko nazwę z WOP na Rage In Eden Records z przyczyn, o których za chwilę.

KeM: Początkowo wytwórnia nazywała się War Office Propaganda. Co przyczyniło się do przemianowania na Rage In Eden? Jaka była geneza powstania obydwu nazw?

RIE: W momencie gdy zaistnieliśmy szerzej na międzynarodowej scenie, przekonaliśmy się jednocześnie naocznie, że matka Ziemia zadziwiająco cierpliwie nosi na swojej powierzchni zatrważająca liczbę idiotów dotkniętych przez los wysoce uproszczonym pojmowaniem tegoż świata.
Swego czasu nagraliśmy, jak również wydaliśmy parę płyt, które były w jakimś stopniu inspirowane wydarzeniami II wojny światowej, jak również obecnymi konfliktami politycznymi, wojną z terroryzmem itp. To automatycznie wpisało nas w krąg podejrzanych o niepoprawne politycznie i niepokojące poglądy, które należy bezwzględnie i niezwłocznie sprawdzić. Tak więc nasze paczki z płytami zaczęły docierać do odbiorców z ogromnym opóźnieniem, nierzadko otwarte i prześwietlone pod kątem propagowania określonych treści i tak dalej. Smutna i żałosna historia, jak tylko smutni i żałosni mogą być ludzie, którzy zapewne wpadli na trop, że paczki z płytami sygnowanymi przez WAR OFFICE PROPAGANDA bez wątpienia zawierają instrukcje propagandowe oraz wywrotowe, terrorystyczne i nazistowskie treści. Całe to zamieszanie przysparzało nam tylko coraz większej liczby zupełnie niepotrzebnych kłopotów, które zaczęły w negatywny sposób wpływać na naszą działalność.
Nie chcieliśmy dokonywać chirurgicznej autocenzury i modyfikować tej nazwy poprzez skróty, cięcia, czy amputacje :), więc postanowiliśmy o całkowitej zmianie nazwy. Z perspektywy czasu możemy tylko potwierdzić niezaprzeczalną słuszność tego kroku. Cały proces przeprowadziliśmy stopniowo (co widać po okładkach naszych wydawnictw z tamtego okresu – są opatrzone obiema nazwami) i bezboleśnie, przy ogromnym wsparciu naszych przyjaciół.
Co do genezy nazwy, ma ona dwojakie znaczenie, przede wszystkim wyraża naszą złość na takie traktowanie jak opisaliśmy wyżej, ale Rage In Eden, to jednak przede wszystkim tytuł jednej z najpiękniejszych płyt lat 80-tych, płyty nagranej przez grupę Ultravox. To płyta, która swym wysublimowanym urokiem i różnorodnością wpłynęła bez wątpienia na kształtowanie się pewnej estetyki muzycznej, która jest nam bliska. Nazwa wytwórni jest więc swego rodzaju do tego dzieła nawiązaniem.
Zresztą, nazwa to tylko nazwa – najważniejsi są zawsze ludzie, którzy za nią stoją, a to w dalszym ciągu my. Na koniec chcielibyśmy jeszcze wyjaśnić, że seria wydawnicza - Scontrum, z którą nazwa War Office Propaganda jest związana od samego początku, będzie z tą nazwą związana do końca, do ostatniej edycji. To jedyne wydawnictwa, na których pojawi się jeszcze numer katalogowy WOP.

KeM:
Należy przyznać, iż Rage In Eden w bardzo krótkim czasie, szybko się rozwinął. Opowiedzcie jak ma się obecny stan wytwórni do samego początku działalności? Czy coś się zmieniło, co pozostało?


RIE: Zmieniło się na pewno tyle, że zaczynaliśmy z ilością wydawnictw, które można było policzyć na palcach jednej ręki i były to nagrywane CDRy, obecnie w naszym wydawniczym katalogu mamy ich kilkadziesiąt i przeważają regularne CD (poza specyficzną i jedyną serią - Scontrum). Oferta, jaką prezentujemy w naszym sklepie sięga obecnie kilkuset tytułów, na stałe współpracujemy z największymi distrami i najbardziej uznanymi labelami na świecie, nie ulega więc wątpliwości, że przez te trzy lata z okładem udało się nam dokonać całkiem sporo.
Od samego początku postawiliśmy na jakość wydawnictw, zarówno od strony zawartości muzycznej, jak i oprawy graficznej. Naszą taką specyficzną wizytówką jest wydawanie płyt w digipackach, używanie różnych ciekawych materiałów i rozwiązań w wydawnictwach specjalnych, ucieczka od ohydnego, tandetnego, plastikowego opakowania typu jewel case. Płyta zasługuje na coś więcej, niż zwykłe plastikowe pudełko z dwustronną wkładką - to nasze podejście się nie zmieniło.
Pozostał na pewno duch, ta niepowtarzalna atmosfera, która zrodziła się w początkowym okresie naszej wspólnej działalności, choć zmienił się na pewno jej zakres i zasięg. Mamy nadzieję, że będzie on dalej coraz szerszy, tak jak szeroka jest nasza fascynacja różną muzyką, ale klimat, charakter, na pewno pozostanie.

KeM: Jak przebiega współpraca z artystami? Jaki aspekt jest najważniejszy przy selekcji materiałów, które planujecie wydać?

RIE: Jako label nie wchodzimy z butami w zawartość muzyczną, za którą odpowiedzialni są sami twórcy. Ich koncepcje są najważniejsze, ale dla nas to oznacza, że ich koncepcje mają być przemyślane przede wszystkim przez nich samych i mają wywierać emocjonalne wrażenie na słuchaczu (w tym przypadku najpierw na nas :)). Rzadko, ale czasem się to zdarza, że decydujemy się na wyartykułowanie konkretnych wskazówek, zwrócenie jakiejś uwagi, zwłaszcza w momencie gdy sam materiał muzyczny robi pozytywne wrażenie, ale np. jest nie poukładany. Przede wszystkim jednak stawiamy na pełne zrozumienie intencji i pracy kreatywnej artysty. To on dla nas jest najważniejszy. Może dlatego współpracuje nam się z nimi znakomicie, a to, że w drugą stronę też to działa, mamy taki dowód, że projekty współpracujące z nami chcą dalej to robić i odmawiają znanym zagranicznym labelom, wspierając tym samym nas. Tak zresztą wyobrażamy sobie rozwój i kształtowanie polskiej sceny, jej umiejscowienie na świecie, o czym zresztą jeszcze będzie mowa za chwilę.
Podstawą decyzji o wydaniu płyty jest przede wszystkim muzyka, to ona decyduje o tym czy płyta zostanie wydana, czy nie. Wszelkie koncepcje, poglądy, wizje są na dalszym planie, chociaż jak wspomnieliśmy bardzo ważne też jest to, aby sam twórca był przekonany do własnych wizji i umiał to przekonanie zaszczepić w innych. Nie mogą one jednak dominować nad warstwą muzyczną, odrzucamy zdecydowanie wszelkie przejawy nadrabiania marnego materiału muzycznego wydumanymi koncepcjami „dzieła”. Muzyka jest najważniejsza, to ona jest sztuką, która najsilniej działa na wyobraźnię i emocje.

KeM: Co sądzicie o polskiej scenie muzyki niezależnej? Jak wypada ona Waszym zdaniem na tle innych krajów?

RIE: To zależy o jakiej muzyce niezależnej mówimy :). Na pewno jest w Polsce wiele ciekawych projektów, wielu ludzi tworzy bardzo interesujące dźwięki, a w ostatnich latach pojawia się coraz więcej możliwości, aby zaprezentować je szerszemu audytorium. My na pewno mamy nieukrywaną satysfakcję, że w jakimś stopniu się do tego przyczyniamy wydając płyty polskich artystów. Na polu twórczości muzycznej absolutnie nie możemy mieć żadnych kompleksów, świadczy o tym zainteresowanie polskimi projektami za granicą. Wiele z nich jest tam bardziej znane niż w Polsce.
Czy właśnie chociażby z tego powodu to co się dzieje w Polsce to jest to już scena? Jeśli tak, to chyba dopiero w sferze kształtowania się. Scena ma swój charakter, pewne rozpoznawalne piętno. Scenę tworzą ludzie, którzy współpracują ze sobą we wszystkich możliwych konfiguracjach i przedsięwzięciach. Mierząc tymi kategoriami to jeszcze daleko nam do sceny szwedzkiej, czy włoskiej. Ale chyba to już kwestia typowej polskiej mentalności :) i temat na inną rozmowę. Wątpimy zresztą, czy miałaby ona jakikolwiek sens, dziś w zgodzie z własnym sumieniem możemy powiedzieć, że poczyniliśmy swego czasu wiele prób w tym kierunku. I tyle.
Chcemy podkreślić, że ogromne uznanie mamy dla wszystkich organizatorów koncertów i festiwali w Polsce za ich ciężką pracę, mimo iż czasami słaba na nich frekwencja bezlitośnie pokazuje jakie ta scena ma zaplecze w odbiorcach. Nie sposób tu nie wspomnieć o dwóch sztandarowych imprezach, jakimi są Wrocław Industrial Festiwal i Energia Dźwięku. To w pełni profesjonalnie zorganizowane imprezy ze znakomitym składem, za co ich organizatorom należą się słowa szczególnego uznania i podziękowania.

KeM: Czy w przeszłości zdarzyły się Wam jakieś błędy? Czy patrząc z perspektywy czasu coś zrobilibyście inaczej?

RIE: Każda strategiczna decyzja, którą podejmujemy (a było już ich przynajmniej kilka), jest dogłębnie przez nas analizowana i dyskutowana, więc bez fałszywej skromności możemy stwierdzić, że do tej pory nie zdarzyło się nam popełnić żadnych poważnych błędów, które w istotny sposób wpłynęłyby niekorzystnie na funkcjonowanie wytwórni i jej pozycję na tzw. scenie. Z perspektywy czasu możemy tylko żałować, że nie spotkaliśmy się wcześniej :), poza tym uważamy, że każde doświadczenie tej już ponad trzyletniej współpracy było potrzebne, każde w jakimś, mniejszym lub większym stopniu było źródłem do refleksji i w rezultacie wpłynęło na nasz rozwój. Zdarzyły się nam niejednokrotnie jakieś potknięcia, a i pewnie też niejednokrotnie jeszcze się będą zdarzać w przyszłości. Poważne błędy, które mogłyby w jakikolwiek sposób poważnie zagrozić naszej działalności na szczęście nas ominęły i niech tak zostanie. Może są tacy, którzy twierdzą coś zupełnie przeciwnego, rozdmuchując nasze wpadki do rozmiarów co najmniej katastrof i co jakiś czas wieszcząc nam rychły koniec, ale my oczywiście szanujemy ich bardzo :)

KeM: Większość grafik do Waszych płyt jest projektowana przez Michała Karcza. Jak doszło do stałej współpracy?

RIE:
Od zawsze uważaliśmy, że dobra muzyka musi mieć również znakomitą oprawę, z tą myślą poszukiwaliśmy więc profesjonalnych grafików, fotografików, malarzy. Podejmowaliśmy i dalej podejmujemy współpracę z ludźmi, których poczucie estetyki nam w pełni odpowiada, a ich prace w połączeniu z wydawaną przez nas muzyką tworzą nierozerwalną całość i dodają szczególnej wartości całemu wydawnictwu. Chciałbym tu wspomnieć nie tylko Michała, ale także Jacka Liminowicza, czy Darka Brańskiego, z którymi współpracę bardzo sobie cenimy. Generalnie na naszej drodze poszukujemy nie tylko ciekawych projektów muzycznych, ale również interesujących ludzi, których pasją może być tworzenie graficznych opraw wydawnictw, filmów, spektakli, po prostu wszelkich przejawów artystycznej działalności, która w jakiś sposób jest powiązana z tym co robimy. Wiele z płyt, które wydaliśmy, zawiera grafiki, bądź całe okładki projektowane przez samych muzyków, z reguły dajemy w tej kwestii pełną lub przynajmniej dużą swobodę.
Do nawiązania współpracy z Michałem doszło bardzo prozaicznie, odwiedzając jeden z portali poświęconych pracom niezależnych fotografików zauważyliśmy momentalnie prace Michała. W niesamowity sposób odróżniały się od innych, można rzec, że były z zupełnie innej bajki. Urzekły nas niezwykłym klimatem i profesjonalizmem wykonania. Zaproponowaliśmy więc autorowi tych niezwykłych dzieł tworzenie okładek do naszych płyt, propozycja została przyjęta i tak rozpoczęła się ta obopólnie owocna współpraca.
Może nieskromnie, aczkolwiek zgodnie z prawdą należy zaznaczyć, że rezultatem naszej współpracy jest to, że również dzięki nam Michał stał się osobą znaną na scenie i miał już okazje stworzyć okładki dla bardzo znanych projektów, jak chociażby VNV Nation. Skądinąd wiemy już, że tych okazji będzie coraz więcej, a artyści, którzy znaleźli się pod wpływem uroku prac Michała, to ogólnie bardzo znane osobistości, nie tylko ze sceny postindustrialnej, na pewno wiele jeszcze o tym usłyszymy :)

KeM: Od pewnego czasu zajmujecie się również wspólnym tworzeniem pod szyldem Across The Rubicon. Czy moglibyście nieco więcej informacji zdradzić na temat tego projektu?

RIE: Across The Rubicon powstał w momencie, gdy wspólna praca również na niwie pozawydawniczej, czysto muzycznej, zaczęła sprawiać nam satysfakcję. Nasze solowe projekty – Cold Fusion i Rukkanor ewoluują i zarówno w warstwie muzycznej, jak i lirycznej oddalają się coraz bardziej od gatunku, czy raczej stylistyki ogólnie określanej jako martial industrial, tak więc poprzez Across The Rubicon postanowiliśmy powrócić do wyrażania swojej nieustającej fascynacji tego rodzaju muzyką, nie będziemy natomiast powielać i przenosić pomysłów pomiędzy wspomnianymi projektami. Jakkolwiek możemy się wspierać w działalności solowej, pozostaje ona w bardzo indywidualnej sferze każdego z nas, natomiast ATR to konglomerat wspólnie wypracowanych pomysłów i koncepcji. Jesteśmy bardzo mile zaskoczeni entuzjastycznym przyjęciem naszej pierwszej płyty – „Elegy” za co pragniemy przy tej okazji gorąco podziękować. Naszym najnowszym „nabytkiem” w ATR jest Radek Kamiński, odpowiedzialny za projekt Ab Intra, jego wsparcie otwiera nam kolejne możliwości.
Otrzymaliśmy już kilka propozycji występów, m.in. zaproszenie na występ na Rauhnacht Festival, który odbył się w Salzburgu w dniach 20-21.12.2007, niestety ze względu na poważne sprawy rodzinne Roberta byliśmy zmuszeni nasz udział odwołać. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze, otrzymaliśmy ponowne zaproszenie i już dzisiaj możemy wszystkich poinformować, że zagramy na kolejnej edycji tego festiwalu, w marcu 2008 roku. Chcielibyśmy również zaprezentować się niedługo na koncertach w Polsce, przygotowaliśmy mamy nadzieję, interesujący występ, od strony wizualnej wsparł nas Dobermann, tworząc znakomicie współgrający i podkreślający muzykę, przejmujący film.

KeM: Jakie macie plany na przyszłość związane z dalszą działalnością?

RIE: Nie mamy specjalnych planów dotyczących działalności, poza planem wydawniczym, który rozrasta się nam coraz bardziej :). Nie wyznaczamy sobie celów, nie odhaczamy sobie ich na wykresach i arkuszach, nie rządzimy się takimi prawami. One pozostają w naszym codziennym życiu, w sferze Rage In Eden chcemy dalej pozostać niezależni, chcemy dalej wydawać tę muzykę, która nam się podoba, w sposób jaki się nam podoba i docierać z nią do odbiorców, którzy chcą jej słuchać i czerpią z niej autentyczne emocje. To co chcemy, to dalej promować interesujące polskie projekty, chcemy tylko robić to efektywniej, bardziej profesjonalnie, w związku z czym w planach na ten rok znalazło się jeszcze skuteczniejsze niż do tej pory dotarcie do niezależnych mediów, promujących szeroko pojęta muzykę alternatywną. Chcemy dalej podnosić jakość poziomu wydawniczego, naszej obsługi, oferty mailorder, chcemy dalej mieć mnóstwo pomysłów, rozwijać się i cieszyć z rezultatów naszej pracy, gdy kolejni słuchacze sięgną po płyty, które wydajemy i zainteresują się autentycznym, niezależnym i szczerym przekazem tej muzyki.

KeM: Czy chcielibyście na koniec coś dodać od siebie?

RIE: Twórzcie i wspierajcie tę scenę, kupujcie płyty, przyjeżdżajcie na koncerty i festiwale, tylko dzięki Wam to wszystko ma szansę dalej się kręcić. Dziękujemy wszystkim, którzy w ten sposób wspierają nas. Wielu ciekawych muzycznych przeżyć w nowym 2008 roku!

KeM: Dziękuję za rozmowę.

przepytywał: KaRRoLLuSS

grudzień 2007

« Wróć
 © Rage In Eden 2003 - 2017 Created by AlterNation Music Magazine